Start arrow Felietony arrow Jeden dzień z życia pielgrzyma
Menu główne
Start
Aktualności
Felietony
Fotoreportaże
Kontakty
Mapa
Szukaj
O Bukówcu Górnym
Historia
Organizacje
Zespoły artystyczne
Zwyczaje i obrzędy
Bukówiec dziś
Znane osobistości
Kalendarz
Imieniny
31 Lipca 2010
Sobota
Imieniny obchodzą:
Beatus, Demokryt,
Emilian, Ernesta,
Ernestyna, Helena,
Ignacy, Iga,
Ignacja, Żegota,
Justyn, Ludomir
Do końca roku zostało 154 dni.
Gościmy
Odwiedza nas 115 gości

Jeden dzień z życia pielgrzyma
Autor: Alicja Dragan   
06.09.2007.

ImageZaczyna się jak co dzień: przeszywający dźwięk budzika wyrywa pielgrzyma ze snu. Pielgrzym podnosi ociężałe powieki – zegar  wskazuje nieludzką godzinę: 5.45.  Tragiczne jest pierwsze 15 minut, kiedy trzeba wstać. Potem jest tylko lepiej. Pożywne śniadanie, krótka rozmowa z gospodarzami. Plecak jest już spakowany (waży dobre 30 kg). Ostatnie spisywanie adresów, uściski. Na pożegnania i podziękowania zawsze jest za mało czasu. Tyle jeszcze można by rozmawiać… Ruszamy. Na dobry początek do kościoła na mszę świętą iiiii… poszli! Kiedy pielgrzym wychodzi w trasę, nigdy nie zwraca uwagi na godzinę. Pory dnia odmierza postojami. Teraz czas na rozmowy „ponoclegowe” i omówienie pogody na dzień dzisiejszy. Dzisiaj świeci słońce, będzie upał. „Ale lepiej za ciepło niż za mokro” – mówi doświadczony pielgrzym . Przed deszczem nie ma ucieczki, po pierwszych 2 km jest ci wszystko jedno, czy idziesz po drodze, czy w kałuży. Ale wierzyć - to znaczy chodzić po wodzie, więc idziemy.

Najpierw są godzinki, wprowadzenie w temat dnia, dwie dziesiątki różańca i… postój. Już? Ludzie z tej miejscowości widzą nas raz na rok, ale czekali na nasze przyjście całe 12 miesięcy i teraz witają nas z taką serdecznością, z jaką wita się starych znajomych. Pielgrzym zdziwiony tak ciepłym przyjęciem, w gruncie rzeczy obcych dla niego osób, zaczyna wierzyć, że gościnność polska nie zna granic. Słychać krótkie ogłoszenia. Pielgrzym szybko je analizuje i już wie: „koniec postoju za 45 minut, do chóru nie należę, więc na próbę iść nie muszę, a moja grupa spotyka się koło białego busa na następnym postoju. No to może się chwilę zdrzemnę…” Jednak nie dana mu jest drzemka, bo właśnie leci belgijka, czyli sztandarowy taniec SPE i ulubiony pielgrzyma. No to ruszamy w tany! Potem kolejny ulubiony taniec, zabawa, krótka scenka i dalsza zabawa z dziećmi… nawet ran po pęcherzach nie czuć.

Ale wszystko co dobre szybko i niespodziewanie się kończy, a w szczególności postoje. Idziemy dalej. Wchodzimy na polną drogę, gdzie jest peeeełno kurzu. W związku z tym nagłośnienie zostaje wyłączone i zostaje ogłoszony czas dla brata i siostry, co oznacza po prostu tyle, co rozmowy mniej kontrolowane. Oto rozgorzały dyskusje na temat buntu (czyli chwilowego nieposłuszeństwa kadrze, opartego na przejęciu władzy nad pielgrzymką przez samych pielgrzymów). Czy w tym roku buntownicy postanowią iść drogą równoległą do trasy pielgrzymki, czy tak jak w zeszłym roku nieść księży jakieś 3 km, a może na jednym z postojów w tajemniczy sposób znikną wszystkie sutanny by pojawić się jako odzienie już nowej kadry (rzecz jasna złożonej z pielgrzymów).

Wychodzimy na stały ląd, konferencja i znowu postój. Dzisiaj ewangelizację prowadzi nasza grupa, więc trzeba teraz zrobić próbę scenki.

Po rozleniwiającym postoju trudno ruszyć w dalszą drogę, ale twardo idziemy. Ludzie, których spotykamy po drodze są bardzo hojni i dzielą się z nami tym, co mają. Pielgrzym bierze kolejny kawałek placka. Jest taki pyszny, no i jak nie wziąć wypieku, w który zostało włożone tyle uczucia.

Podczas kolejnego etapu odmawiany jest różaniec, potem kolejna konferencja, nauka nowych piosenek i… znowu postój. Pod tym względem pielgrzym jest rozpieszczany – co chwilę postój. Ale nikt nie narzeka… prawdziwy trud wędrówki zacznie się, kiedy etapy będą mieć po 30-40 km.

Ostatni odcinek dzisiejszego dnia. Mówią, że 4 km, ale inaczej jest w „rozpisce” na dzisiejszy dzień, inaczej pokazują znaki drogowe, a jeszcze inaczej mówią starzy pielgrzymi. Ostatnia konferencja, koronka do Miłosierdzia Bożego i jesteśmy w miejscowości noclegowej. Kiedy i ile dzisiaj przeszliśmy, nie wiemy. Ale pewne jest jedno: tablica z nazwą miejscowości nie zawsze musi być zaraz przy kościele. Okazuje się zatem, że trzeba iść jeszcze z pół godziny. Jednak w końcu udaje się. Jesteśmy jeden dzień bliżej naszego celu.

Teraz się zaczyna prawdziwy kocioł: szukamy noclegu. Ktoś krzyczy: „dwie dziewczyny na nocleg!” podchodzą jakieś i się pytają czy ten ktoś chce wziąć dziewczyny na nocleg, czy sam dla siebie szuka. Teraz trzeba znaleźć bagaż co jest nie lada wyczynem. Czasem to wręcz podchodzi pod sport ekstremalny.

Stary pielgrzym ma swoje stałe noclegi. Wita się ze swoimi gospodarzami – znają się już od paru ładnych lat. To jest właśnie piękne na naszej pielgrzymce: przyjaźnie zawierane z ludźmi i umacniane z upływem czasu poprzez kontakt listowny czy telefoniczny. Tematy nigdy się nie kończą, a już o 19.00 jest spotkanie ewangelizacyjne na rynku miasta.

Teraz pielgrzym jest w swoim żywiole. Szaleństwoooo! Nikt tu nie czuje ani zmęczenia, ani bólu. Tak jak w przyśpiewce bukówieckiej:

Boli mnie noga w biodrze
Chodzić nie mogę dobrze
Ale tańcować mogę
Zawiążę chustką nogę!

Bo pielgrzym jest wszechstronny: i do tańca, i do różańca. Kiedy wchodzimy do świątyni i nadchodzi pora Apelu Jasnogórskiego młodzież się wycisza. Jest to czas skupienia, pielgrzym ma możliwość opowiedzenia świadectwa – historii jego życia. _ycia, które przemienił Chrystus.

Po wyjściu z kościoła i krótkich rozmowach, wracamy na miejsce noclegu, gdzie toczą się rozmowy niedokończone. Czasem do północy, czasem do 1.00, a czasem do 3.00. Problemy zaczynają się rano, podczas wstawania. I dzień zaczyna się od nowa. Z tym, że na SPE żaden dzień nigdy nie będzie taki sam, jak poprzedni. I niczym nie będzie przypominał następnego.

Ale damy rade. Jeszcze tylko parę dni i będziemy u celu naszej wędrówki. W Częstochowie. Ta myśl zawsze dodaje skrzydeł.

Epilog 

Pielgrzymka salezjańska trwa 15 dni. Bierze w niej udział ok. 600 – 700 młodych ludzi z całej Polski. Przechodzimy ok. 400 km, przez Szczaniec, Babimost, Wolsztyn, Przemęt, Bukówiec Górny, Leszno, Poniec, Pakosław, Milicz, Twardogórę, Stradomię, Rychtal, Połczyn, Olesno, Truskolasy. Na Jasną Górę wchodzimy zawsze 14 sierpnia koło południa. Pielgrzymkę kończy nocne czuwanie w bazylice i pasterka o północy. W tym roku pasterka była wyjątkowa – wzięli na niej ślub Marysia Małecka z Bukówca i Przemek Rzodkiewicz z Grójca.

Pielgrzymka to nie tylko przeżycie religijne. To czas poznawania nowych, ludzi zawierania pięknych przyjaźni, często na całe życie…

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »