Historia

Wspomnienie o losach wojennych mojego ojca Franciszka Apolinarskiego

Apolinarski Franciszek, mój ojciec urodził się w Bukówcu 8 września 1889 roku. Z zawodu był rymarzem. 3 X 1911 r. został powołany do służby wojskowej w kawalerii lekkiej w Brandenburgii. Był to elitarny oddział, Franciszek był tam powołany jako rymarz. Po pewnym czasie zauważono duże umiejętności jeździeckie ojca i przeszedł do służby w kawalerii. Zwolniony z wojska został 30 września 1913 r.

Po służbie wojskowej rozpoczyna wędrówkę czeladniczą, pracuje m.in. w Berlinie i Neudamm. Właśnie w Neudamm 8 sierpnia 1914 r. zostaje powołany na wojnę. Przydzielono go do sztabu generalnego jako jeźdźca konnego. Był także tłumaczem. Cztery lata pierwszej wojny światowej był na froncie wschodnim, często na pierwszej linii.

Zwolniony został z wojska 14. 01. 1919 r w Grodnie nad Niemnem w stopniu niemieckiego sierżanta. Zwolnionych z pruskiej armii żołnierzy transportowano omijając Warszawę i Poznań, jechał więc przez Wrocław do Głogowa. Na dworcu kolejowym w Głogowie kontrolowano tych, którzy jechali do poznańskiego, a to w celu natychmiastowego internowania. Taki los spotkał mojego ojca Franciszka ale udało mu się wymknąć i wskoczyć do pociągu jadącego do Wrocławia. We Wrocławiu dowiedział się o wybuchu Powstania. Zdemobilizowani żołnierze, idąc wrocławską ulicą zauważyli budynek, w którym było dużo żołnierzy. Od przechodniów dowiedzieli się, że są to są żołnierze - Polacy, którzy chcieli przedostać się do poznańskiego do zbuntowanych Poznaniaków i teraz czekają na transport do lagru w Żaganiu. Przy innej ulicy w sklepie z gazetami w oknie wystawowym znajdowała się mapka, na której szpilkami zaznaczone były granice między Niemcami a Poznańskiem. Franciszek oglądając mapkę zauważył błąd, przecież Luschwitz ( Włoszakowice) do Niemiec nie należą! Dyskutuje z kolegami, a podburzony przez nich wchodzi do sklepu i wyjaśnia, że on wie doskonale iż Luuschwitz nie jest miejscowością niemiecką. Osoba tam pracująca poradziła Franciszkowi, aby porozmawiał z redaktorem pracującym piętro wyżej. On nie zastanawiając sie ani chwili poszedł tam - przecież musi wyjaśnić ważną dla niego sprawę.

Redaktor poinformował go, że to są dane od generalnego sztabu grenschutzu (straży granicznej), jednak

po namyśle sprawdził osobiście dzwoniąc do sztabu - a może ten nieznajomy ma rację? Okazało się, iż Włoszakowice należą do Straży Ludowej, więc są polskie. Przesuwają granice na mapie w oknie co nie podoba sie obserwującym to zdarzenie Niemcom - zaczynają szemrać przeciwko Franciszkowi. Słychać głosy, że trzeba go zamknąć z tymi co czekają na wywóz do lagru. On, widząc co sie dzieje, chwyta walizkę i znika w tłumie. Znowu wraca na dworzec kolejowy i wsiada do pociągu jadącego w kierunku Wschowy przez Głogów. Szczęśliwie dojeżdża do Wschowy, a tu na stacji ścisła kontrola grentzschutzu i aresztowania. Nie zastanawiając wskakuje do pociągu odjeżdżającego do Głogowa i unika kontroli. Tym razem w Głogowie spokojnie przeszedł do pociągu zdążającego do Wschowy. Była inna pora dnia i liczył że wymknie się kontrolom. Niestety, zatrzymany we Wschowie zostaje internowany. Doprowadzony z innymi żołnierzami do jednostki wojskowej zostaje wraz z nimi zamknięty w areszcie. Oskarża Niemców o złe traktowanie za czteroletnią walkę dla nich – zna doskonale niemiecki, ma za sobą długą wojaczkę, ryzykuje…   Pomogło i dowódca pułku wypuścił go z aresztu, tak że swobodnie mógł poruszać się na terenach koszar (jednak nie wolno mu było wychodzić poza nie).    

Widział tam wielkie przygotowania Niemców do ofensywy. Przywozili olbrzymie ilości broni, karabinów maszynowych i armat. To wszystko na walczących powstańców! Zaprzyjaźnił się z felczerem jednostki, tak jak i on sierżantem . Od niego dowiedział się o przygotowaniach do ataku na Polaków, o planach niemieckich. Felczer umożliwił Franciszkowi wyjście z koszar. W mieście Franciszek poszukał warsztatu rymarskiego i poprosił o pracę za jedzenie. Udało mu się też zawiadomić o swoim położeniu wuja Ignacego Apolinarskiego mieszkającego w Jezierzycach. Wuja wraz z ciocią Marcyjanną przyjechali po Franciszka wozem konnym. Trudno było przedostać się przez posterunki za Wschową i Osową Sienią. Pomogło to, że wujostwo byli mieszkańcami Jezierzyc, które Niemcy uważali za swoje. Szczęśliwie dojechali do domu wujostwa. Tu Franciszek czuł się pewnie i pieszo przez las dotarł do Bukówca. Było to 25 stycznia 1919 r.

Po przybyciu do Bukówca zgłosił się do 13 kompani powstańczej plut. Kazimierza Wojciechowskiego, zdając mu sprawozdanie z wszystkiego co widział po tamtej stronie frontu. Na podstawie tej relacji, zarządzono kopanie okopów, na południowej stronie Bukówca.

Został przyjęty do kompanii plut. Kazimierza Wojciechowskiego. Wraz z tą kompanią brał udział w powstaniu w Bukówcu, Włoszakowicach i Krzycku Wielkim. Jeździł konno na nocne patrole, kontrolowanie wysuniętych placówek, zajmował się też aprowizacją. Był z powstańcami w Mórkowie i Lipnie, przeprowadzał rewizje u Niemców w poszukiwaniu broni. Po zakończeniu większych działań powstańczych i ustaniu ataków ze strony nieprzyjaciela, kompania Franciszka otrzymała rozkaz, przemaszerować nad torami kolejowymi do Wolsztyna i z powrotem , aby pokazać w ten sposób siłę powstańczą.

Powstańcy Wielkoposcy, Franciszek Apolinarski w pierwszym rzędzie w środku
Powstańcy Wielkoposcy, Franciszek Apolinarski w pierwszym rzędzie w środku

Wtedy, w połowie stycznia 1919 r., nastąpiło tworzenie się wojska polskiego z oddziałów powstańczych na froncie południowo-zachodnim, okręg IX. Grupy Leszno z batalionów: Poniec, Pawłowice i Osieczna. Nieco później, bo pod koniec stycznia dołącza także batalion Boguszyn. Dowódcą pułku był por. Śliwiński, adwokat z Ponieca. Dowódcą batalionu Boguszyn ppor. Fr. Szyszko, dowódcą czwartej kompanii ppor. Wozignój. W tej właśnie kompanii był plutonowy Apolinarski Franciszek (jako dowódca plutonu) i wielu innych z Bukówca i okolic . 6-sty Pułk Strzelców Wlkp. poza naszym okręgiem walk powstańczych walczył o Zbąszyń w dniach 25.I.-12.II. 1919r. Pod koniec stycznia nastąpił też podział: starsze roczniki do Straży Ludowej, a młodsze do wojska. W Straży Ludowej zostało wówczas w Bukówcu ok. 40 osób, Straże funkcjonowały gdzieś do połowy marca. Do regularnego wojska przeszło z Bukówca około 150 osób , najczęściej bardzo młodych chłopaków.

Pierwszy sztandar dla 6 Pułku Strzelców Wielkopolskich ufundował Gostyń, został on nadany 8 sierpnia 1919 r. w Kościanie. Na sztandarze tym widniał herb Gostynia jako symbol wkładu jego mieszkańców w dzieło powstańcze od 1918 do 1919 roku.

Dalszy marsz 6-go Pułku to: Pniewy, Chełm i Żnin

21.XII.1919 r. koło Janowca, wieś Gronowo

  1. I. 1920 r. w Inowrocławiu

18-23.I.1920 r. zajmowali Bydgoszcz (5, 6 ,7 i 8 pułk)

                Dowódca 6 pułku zwrócił się z prośbą do oficerów aby jeden z nich zgłosił się na ochotnika do przyjęcia funkcji oficera inspekcyjnego miasta Bydgoszczy. Jednak żaden z oficerów nie zgłosił swojej kandydatury, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie niesie tak wielkie miasto zamieszkałe przez wiele tysięcy Niemców. Wtenczas plutonowy Apolinarski otrzymuje rozkaz od dowódcy Pułku aby przyjął służbę oficera inspekcyjnego miasta Jako pierwszy ma wkroczyć na czele pododdziałów do Bydgoszczy na rynek, by dokonać odprawy wart i zająć wszystkie wojskowe obiekty oraz dworzec kolejowy. Po odebraniu rozkazu ( był to zaszczyt ale jakże niebezpieczny…) pododdziały wkroczyły do miasta 20.I.1920 r. w godzinach rannych. Przy odprawie wart Franciszek nakazał dokładne skontrolowanie pieców w koszarach, znał bowiem metody Niemców. Odkryto wiele zamaskowanych granatów w piecach i drzwiach, co ocaliło życie niejednemu żołnierzowi. Pomimo dokładnych kontroli dwóch żołnierzy zginęło od tych ukrytych granatów po rozpaleniu w jednym z pieców.

               Dnia 22 stycznia 1920 r. o godzinie 9.45 na Placu Fryderykowskim (rynku) odbyły się wielkie uroczystości w których mój ojciec uczestniczył. O godzinie 1.00 po południu przyjechał generał   Dowbór Muśnicki wraz z pułkownikiem Maskwetem z misji francuskiej i delegatami włoskimi, angielskimi i amerykańskimi. Po uroczystej mszy świętej nastąpiły powitania i przemowy, a w końcu uroczysta defilada wszystkich wojsk.

Następnego dnia był wymarsz 6 pułku w stronę Prus Zachodnich do Włok. 25.I.1920 r. wkroczyli do miasta Świecie na Pomorzu, 29.I.20 r. do miasta Tuchola, 6.II.20 r. doszli do wsi Buszkowo, już w województwie poznańskim. Ludność polska witała ich wszędzie z nieopisanym zapałem. Wiele miast było pięknie udekorowanych, odbywały się defilady, wieczorem puszczano race na cześć wojska polskiego i odzyskanej wolności. Wszędzie był wielki entuzjazm ze strony Polaków.

Ojciec wspomina też , że zima była bardzo mroźna, silny mróz, opady śniegu.

6 lutego 1920 r 6 pułk Strzelców Wielkopolskich został przemianowany na 60 Pułk Piechoty Wojska Polskiego (29 brygada). Z 2-giej Dywizji na 15-stą Dywizję Piechoty.

9.II.20r. kwaterują w Starym Dworze , blisko miasteczka Koronowo nad rzeką Brdą. Tam panuje grypa hiszpanka. Ludzie umierają w zastraszający sposób. Umarło z tego pułku przeszło 30 osób, między nimi Sobecki Czesław z Bukówca.

20.II.1920 r. ponownie maszerują w stronę Bydgoszczy i tam kwaterują w koszarach.

 

       I tu kończy się szlak powstańczy mego ojca i Bukówczan, ale nie wojna o polskie granice.

 

9.III.1920 r. wyruszyła cała 15 Dywizja na Ukrainę. Jechali 3 dni i 4 noce, koleją z Bydgoszczy przez Toruń, Poznań, Lwów do Galicji. Tam po wyładowaniu z pociągu maszerowali na kwatery do miasteczku Radziwiłłów.

W kwietniu stoczyli wielką bitwę pod Szepietowką i Bedyczewem Po zwycięstwie wzięli do niewoli 5000 jeńców. Ojciec na czele plutonu ścigał nieprzyjaciela. Strzelając z pozycji leżącej, dostał strzał z prawej strony, który trafił w zamek karabinu Ojciec traci przytomność, zalewa się krwią (okazało się potem, że z nosa). Pluton był za nim kilkanaście metrów, ale pod silnym obstrzałem nikt nie mógł podejść. Leży tak do zmroku. Kiedy odzyskuje przytomność, dowiaduje się, że dowódca został zabity. Karabin jest kompletnie zniszczony – szkoda mu: jedno, że był bardzo celny, drugie, że otrzymał go w Bukówcu w Powstaniu. Ponieważ zginął dowódca kompani Wozignój, plutonowy Apolinarski obejmuje dowództwo kompanii.

Ruszyli na Kijów. Ojciec na czele 4 kompani. Podczas marszu w szyku zwartym przez most na Dnieprze nagle widzą, że z przeciwnej strony wojska z Pierwszej Dywizji Legionowej, kompania po kompanii, z karabinami w ręku, uciekają biegiem. Krzyczą do naszych żołnierzy: ”Gdzie wy idziecie, masa bolszewików i Chińczyków nadchodzi, uciekajcie z powrotem!”. Plutonowy Apolinarski zwątpił… ale rozkaz jest rozkaz. Zresztą, duch walki w żołnierzach z poznańskiego był wielki. Przeszli tedy za Kijów i okopali się. W okopach dowiaduje się, że w sąsiedniej kompanii został zabity Białasik z Grotnik. Poszedł pożegnać przyjaciela… Noc była księżycowa, grotniczanin dostał strzał w głowę, podobno wychylił się by zobaczyć gdzie jest wróg…

Wkrótce bolszewicy zaatakowali liczną siłą. Szacowano, że na 1 żołnierza polskiego przypadało 18 bolszewików. Ojciec wiele razy opowiadał o tej bitwie, gdzie huk wystrzałów przeplatał się z okrzykami „Hurra” oraz jękami rannych i umierających. Opór Polaków był wielki, wróg do okopów się nie dostał, legł na przedpolach wielkopolskich oddziałów w rogatywkach. (bolszewicy naszych żołnierzy nazywali przez te czapki i przez nadludzką odwagę „Czorty rogate” ). Po bitwie, trzeciego dnia przyszedł do dowódcy plutonu plutonowy rodem z Radomicka z rozkazem pozbierania zabitych. Na odcinku plutonu naliczono 300 poległych bolszewików. Straty broniących – 1 zabity i dwóch rannych.

Zdjęcie z czasów wojny bolszewickiej, Fr. Apolinarski trzeci z lewej.

 

10 czerwca 1920 roku kijowskie zgrupowanie wojsk polskich ruszyło jednak do odwrotu. I-sza Armia Konna Budionnego 7 czerwca zajęła Berdyczów i Żytomierz. Zaistniało poważne zagrożenia na tyłach. W tym odwrocie został śmiertelnie ranny Kurpisz Rufin z Bukówca. Pocisk rozszarpał go dosłownie, tak że trzymał on swoje wnętrzności w rękach i krzyczał do kolegów żeby go zastrzelili… Wkrótce zmarł. Tak straszna jest wojna.

3-cia Armia cofa się pod Warszawę, a 15 Dywizja Piechoty generała W. Junga, jest przerzucona nad rzekę Berezyna pociągami. Jeden transport batalionu miał wypadek. Ukraińscy kolejarze puścili 2 wagony przeciw transportowi wojskowemu. Zasuwa całkowicie zgniotła nogi żołnierzowi. O otwarciu zasuwy nie ma mowy. Ratując tego nieszczęśnika ojciec pożycza scyzoryk i odcinają resztki nóg… Ojciec biegnie do następnego wagonu, a tam skrzynki z amunicją przygniotły żołnierzy. Szybko odkłada skrzynki i tu natrafia na Michalewicza Piotra z Bukówca, który na szczęście był żyw.

Pojechali dalej, do Mińska Litewskiego, a konkretnie stacji Radoszkowice. Nad rzeką Berezyna w bagnach staczają zacięte bitwy. Naprzeciw 15 Dywizji było sześć dywizji nieprzyjaciela. Nastąpił pamiętny odwrót pod Warszawę, podczas którego dla pułku wielkopolskiego nastąpiły tragiczne dni. 2-go lipca 1920 na południu Bodrzyjska nieprzyjaciele atakowali pozycje oddziałów poznańskich w okolicach Szaciłek. Rozkazy dowódców miały wymowę: „ratuj się kto może”.

               Dla mego ojca były to tragiczne wydarzenia. Deszcz padał od trzech dni. Uciekali ile sił starczyło. Na rozległych polach za nimi liczne wojska nieprzyjaciela. Idąc w linii szturmowej Franciszek pada całkowicie wyczerpany aby na chwile odpocząć. Leży wśród konopi. Zmęczone nogi są całkowicie zdrętwiałe, bez czucia… Nie może się ruszać. Co robić? Dać się zabrać do bolszewickiej niewoli, to już lepiej zginąć! Liczy naboje do obrony, rozciera nogi w nadziei, że znów będą mu posłuszne, a tu nieprzyjaciel zbliża się do konopnego pola… I nagle skrzydła szeregów załamują się, bolszewicy ruszają w bok w kierunku cerkwi znajdującej się około 1,5 km dalej. Słychać tam karabiny maszynowe. Szturmują z dwóch stron. Bolszewicy chcą zdobyć silny punkt oporu. W tym czasie Franciszek pozbierał resztki sił i znów ruszył do ucieczki. Okazało się potem, że nieprzyjaciel pomylił się: koło cerkwi paliły się skrzynki z amunicją. Skierował tam impet, co cudem uratowało ojca od śmierci.

Odwrót pod Warszawę wyczerpał wszystkie siły żołnierzy. Zdarzało się że żołnierze szli boso niosąc podarte buty na ramieniu.

Pod Warszawą następuje szybkie przygotowanie do ofensywy z nową czwartą armią gen. Hallera. Szybko - zanim nieprzyjaciel ściągnie swoje siły. Następuje słynna bitwa pod Warszawą.

Nieugiętą podstawę wykazał 60 Pułk Piechoty zmuszając nieprzyjaciela do przekroczenia granicy Prus Wschodnich 26 sierpnia 1920 rok. 15 Dywizja Piechoty w pościgu za nieprzyjacielem 27 sierpnia była już na wschód od Białegostoku . Wysłano trzyosobowy patrol z dowódcą kapralem Lipowym Stanisławem z Bukówca. Wyszli na pagórek i dostali całą serię z karabinu maszynowego. Franciszek z kolegami widząc to uznał, że Lipowy nie żyje, zmówili za niego wieczny odpoczynek i ruszyli dalej. Po kilku dniach dowiadują się, że Lipowy żyje! Tak się nieraz zdarzało na froncie…                                                                                                                                                    Po bitwie, 18.VIII.20 r., wódz Naczelny Jozef Piłsudski, spotyka się z oddziałami wielkopolskimi. Powiedział: „Byliście tam gdzie było najgorzej, ale wyście się wyróżnili waszą walecznością. Jesteście najlepsi z pośród wszystkich”.  

           19.VIII.20 r. nastąpił odwrót armii rosyjskiej z nad Wisły.

26.VIII.20r. ogólnie granice Prus Wschodnich przekroczyło około 80 000 czerwonoarmistów. Bitwa nad Wisłą stała się punktem zwrotnym w wojnie 1920r. Załamała ofensywę Armii Czerwonej. Ocaliła zagrożoną niepodległość Rzeczpospolitej i stworzyła Polakom szanse do prowadzenia wojny do zwycięskiego końca. Po zakończeniu Biwy nad Wisłą na przełomie sierpnia i września 15 DP została przerzucona spod Łomży i Kolna na wschód.

             Koło fortuny odwróciło się, teraz bolszewicy się cofali, a nasze wojska parły naprzód. Nie było jednak łatwo, toczono liczne bitwy i potyczki, ojciec mój wielokrotnie cudem unikał śmierci. Kiedyś musiał przedrzeć się przez mocno ostrzeliwany zrąb. Dopiero gdy przebiegł ten niemały odcinek zauważył, że obie poły rozpiętego płaszcza ma podziurawione pociskami… Innym razem wyszli na most i niespodziewanie zostali ostrzelani przez karabiny maszynowe – ojciec nawet nie był ranny. Nie wszyscy mieli takie szczęście. Grochowczak Piotr z Bukówca, z przestrzelonymi nogami trzy dni jechał wozem do Warszawy. Tam odesłano go do… Krakowa, gdyż w szpitalach nie było miejsca. Ciężko ranny był też dziewiętnastoletni Piotr Poniży.

Sześcioletnia wojaczka mojego ojca kończy się nagle pod koniec 1920 roku z całkiem innej przyczyny: otóż rozchorował się na przepuklinę. Odwieziono go do szpitala w Ostrowie i tu dokonano operacji. Tej operacji mógł nie przeżyć. Było zimno, sala operacyjna była nieogrzewana, lekarze mieli tak zmarznięte ręce, że zgubili we wnętrznościach igłę. Ojciec, znieczulony tylko miejscowo, widział to wszystko w lustrze nad stołem operacyjnym. Na szczęście igłę znaleziono i operacja się udała. Wkrótce przeniesiono go do kompanii uzdrowieńców w koszarach w Ostrowie. Tu dowiadywał się o kolejnych wieściach z frontu i o paktach pokojowych.

Apolinarski Franciszek został zwolniony z wojska polskiego 21 stycznia 1921 r., w stopniu sierżanta. Był wielokrotnie odznaczony. Otrzymał:

Krzyż Walecznych. Na polu chwały 1920

Medal pamiątkowy za wojnę 1918 – 1921

Wielkopolski Krzyż Powstańczy

Brązowy Krzyż Zasługi (dwukrotnie)

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski

 

31 stycznia 1972 roku został mianowany na stopień podporucznika.

 

Na koniec dodam, że tak dokładne informacje o szlaku bojowym mojego ojca mam z jego kieszonkowej kroniki podoficera, którą ojciec starannie prowadził i którą nadal posiadam.

 

Zygmunt Apolinarski

Bukówiec Górny, 2008 r.