Aktualności

Wspomnienie o Krystianie Samolu

Zawsze uśmiechnięty, życzliwy, kochający swoją ziemię, rodzinę i oczywiście KONIE. Od pierwszych bukówieckich zawodów w powożeniu, od pierwszej Powiatowej Wystawy Koni Hodowlanych, od pierwszej majówki, obecny ze swoimi pięknymi końmi i zaprzęgami. Swoją pasją do koni zaraził dzieci  i wnuki…

To już prawie 6 tygodni, gdy nie ma go wśród nas, ale jakby wciąż do nas nie dociera, że nie zobaczymy go już powożącego z uśmiechem, czy machającego przyjaźnie i trąbiącego zza kierownicy swojego Mercedesa.

Tak mało wiemy o jego dzieciństwie, młodości – mówią zasmucone wnuczki Sylwia, Estera i Marysia – nie zdążyłyśmy się wypytać! Na to miał być jeszcze czas, dużo czasu, bo przecież nasz Dziadek był młody!

Ale wiedzą o Dziadku bardzo dużo: miał cztery siostry, mama ciężko chorowała, więc od najmłodszych lat pomagał z siostrami w pracach gospodarskich. Była to bardzo ciężka praca, ale w tamtych czasach wszystkie dzieci pracowały. On pracę w gospodarstwie zresztą bardzo lubił, jeśli się bawili to oczywiście w gospodarzy i… konie. Od małego chłopca skwapliwie wyrabiał wspaniałe uprzęże ze sznurków! Końmi były siostry, on ZAWSZE był kucierem – i to jakim! NAJLEPSZYM i miał NAJLEPSZE konie. We żniwa małym wózkiem zwozili resztki słomy z pola i bawili się w ustawianie stogów.

Po szkole podstawowej uczył się w szkole sezonowej Przysposobienia Rolniczego w Bukówcu (zajęcia były tylko późną jesienią i zimą). Miał 22 lata gdy ożenił się z rok młodszą Mirosławą Lipową. Wnuczki wyliczają: miał troje dzieci (Sławomira, Alinę i Pawła), siedmioro wnuków (Esterę, Sylwię, Marysię, Marka, Franka, Gabrysię i Hanię) no i ostatnio 13 koni. Bywało, że miał i 18 koni. Jego ulubiony koń to na pewno ogier Ibanez, kiedyś miał ogiera Meteora, dawno temu, może 20 lat temu, ale zawsze go wspominał. Ulubione klacze to  Alfa i  Mimoza, no i siwe, Iskra i Isaura…

A ulubione wnuki? Kochał wszystkich równo a najstarsze wnuczki wspominają…

Sylwia: Kiedy byłam mała, Dziadek na mnie mówił Kukułeczka. Spędzałyśmy z siostrą u Babci i Dziadka każdy weekend, a wyjazd w niedzielny wieczór zawsze kończył się wielkim płaczem.Kiedy urodziła się Marysia (pierwsza „domowa” wnuczka, przyp. red.), byłam bardzo zazdrosna, myślałam, że Dziadek przestanie mnie kochać… Ale Dziadek miał takie wielkie serce, że mieściliśmy się tam wszyscy…

Estera: Dla nas wnuków Dziadek miał zawsze czas, uczył nas jazdy konnej, powożenia, godzinami opowiadał o koniach, hodowli, jak dbać o konie, jak czyścić puszorki i jakie konie są wspaniałe. Zabierał nas nie tylko na zawody, ale też na jarmarki do Skaryszewa, Młodzikowa, na wycieczkiWieczorami chodziliśmy na spacery, na lody…

Marysia: Dziadek był naszą „taksówką”- podwoził nas, woził, dowoził do szkoły, ze szkoły, na imprezy, z imprez..

Sylwia: I jeszcze krył! Zawsze nas wybronił, załatwił z rodzicami, czegomy nie umiałyśmy.

Marysia: Zawsze miał też oczywiście czas dla koni. Codziennie, jak tylko pamiętam, kiedy wstawał rano brał laćki i szedł do koni. Karmił je, czyścił, głaskał… Potem przychodził i dopiero jadł śniadanie. Wieczorem, przed snem, jeszcze też szedł do koni.W niedziele razem z kolegami siadali w stajni na skrzyni i liczyli ile jest koni we wsi i jakiej są one maści.

Estera: Bardzo lubił muzykę, szczególnie wesołą, pod nogę. Uwielbiał tańczyć.

Marysia:… i śpiewać. Uczył nas piosenek, bardzo lubił „Siwy koń” i „Bella bella donna…”

Sylwia: … „Paloma”,” Czerwone wino”… I bardzo lubił kwiaty. Uwielbiał Babci ogród z kwiatami.

Marysia: Zawsze to Babci mówił.

Ogród kwiatowy pani Mirki jest rzeczywiście imponujący. W czasach trawników i tuj, skrzy się każdego lata – bez przesady - kilkoma tysiącami kwiatów.

W 2018 roku państwo Mirosława i Krystian obchodzili 50 lecie ślubu. Była wspaniała uroczystość. Potem pojechali razem  na Litwę. Lubili razem wyjeżdżać, byli w Wiśle, ostatnio pojechali razem do Arboretum w Wojsławicach, gdzie podziwiali piękne ogrody. To była ostatnia wspólna wycieczka.

Estera: Dziadek był bardzo gościnną osobą. I pomocną. Gdy trzeba było pomóc -nie żałował pieniędzy, uważał, że trzeba sobie pomagać.Zawsze mówił, że pieniądze są po to, żeby wydawać, bo jak się wyda, to one wrócą.

Sylwia: …ale banknoty miał zawsze ładnie poskładane, bo mówił, że trzeba mieć szacunek do pieniędzy. Tego też uczył dzieci i wnuki. Dziadek nauczył nas bardzo wielu rzeczy. Obojętnie co się działo zawsze dzwoniłyśmy do Dziadka...

Czytam ze wzruszeniem tekst napisany odręcznym pismem. To mowa, którą Estera chciała przeczytać na pogrzebie Dziadka. Ale to nie jest takie łatwe, jakby się wydawało. Choć Estera ujeżdżała najbardziej narowiste konie, tego nie dała rady zrobić…

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

„Z przykrością informujemy, że 26 kwietnia 2021 roku zmarł Krystian Samol - wieloletni prezes, a od 2020 r. wiceprezes Powiatowego Koła Związku Hodowców Koni Wielkopolskich w Lesznie. Z działalnością Koła związany był od początku jego powstania. Był także znanym i cenionym hodowcą koni rasy wielkopolskiej w naszym regionie. Zawsze chętnie i aktywnie uczestniczył w organizacji trzeciomajowych zawodów konnych w powożeniu, czynnie uczestniczył w organizowanej przy Jarmarku Rolniczym w Bukówcu Górnym Powiatowej Wystawie Koni Hodowlanych oraz gminnym Hubertusie” –portal Gminy Włoszakowice

„Krystian Samol był jednym z tych, którzy nie porzucili koni, pomimo wyparcia ich przez motoryzację. W Bukówcu Górnym hodował konie wielkopolskie, gdyż uważał je za ważny element naszej małej Ojczyzny” – Paweł Apolinarski

„Trudno mówić o hodowli koni w naszym regionie, nie wymieniając nazwiska Krystiana Samola. Jego klacze i ogiery zdobywały licencje i nagrody hodowlane. Dbał o doskonalenie genetyczne rasy konia wielkopolskiego.

4 maja na cmentarzu w Bukówcu Górnym tłumnie pożegnali go koniarze oraz konie ustawione przy cmentarnym murze.  Aż z Gniezna przybył poczet sztandarowy Związku Hodowców Koni Wielkopolskich. Nad grobem bukówieckiego hodowcy pochyliły się również sztandary kół powiatowych, także leszczyńskiego, któremu zmarły przez wiele lat przewodniczył. Do cmentarnego muru podprowadzono kilka koni, także Ibaneza ulubionego przez zmarłego ogiera.”- Jacek Kuik, Gazeta ABC

Nigdy nie zapomnimy tego wyjątkowego człowieka. Cześć Jego pamięci!

© 2015 Bukówiec Górny. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykonanie ProGrupa.com.

Szukaj